"Arisjański fiolet. Cisza" Pola Pane



Arisjański fiolet. Cisza


Autor: Pola Pane 
Seria: Arisjański fiolet tom 1 
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza 
Data wydania: 30 października 2012
Dodatek: Płyta CD
Gatunek: paranormal romance, science fiction





Opis:

Świat, w którym nic nie jest takie, jak było. 
Widok był przygnębiający. Nieruchome kikuty drzew, brunatne, posępne, martwe… 
Przed domem porzucony samochód, obok rozpadająca się szopa. Wszystko pokryte warstwą wulkanicznego pyłu. Po plecach przebiegł mi dreszcz, gdy zdałam sobie sprawę, że mój świat umarł (…). 

Namiętna gra zmysłów, ale… czy jest w niej miejsce na miłość? 
Przesunął lekko dłonią po moich nagich piersiach, właściwie prawie ich nie dotykając, i nie musiał długo czekać na reakcję (…). 

Zagrożenie, którego nikt się nie spodziewał. 
Ziemia była, jest i będzie moim polem bitwy. Odkąd pamiętam walczyłem, najpierw o życie, a potem o przetrwanie. Teraz walczę o władzę nad światem i wygram, bo nikt nigdy nie nauczył mnie przegrywać (…). 

Nie ma dla mnie nic bardziej wstydliwego od przyznania się, że z mieszanki: pierwsza miłość + fantastyka + pierwszoosobowa narracja, może wyjść coś innego, niż tandeta z jabłkiem na okładce. Przez tę książkę – zabawną i dynamiczną, jestem zmuszona odszczekać wszystko, co do tej pory mówiłam o romansach paranormalnych. 
Agnieszka Parzych „Brudnopis” 

Zespół Rayne równie ostro jak na gitarach, gra na emocjach. W tradycyjną, hardrockową formę wlał własną, poetycką wizję arisjańskiego świata. Wielka w tym zasługa dynamicznego i ekspresyjnego głosu wokalistki, która doskonale sprawdza się zarówno w klimatach pełnych mocy, jak i delikatnego liryzmu.


Recenzja:

"Chciałabym już zakończyć ten koszmar. Życie bez normalnego życia, tydzień bez dni tygodnia, dzień bez światła dnia, jeden podobny do drugiego, taki sam jak wczoraj i jak przedwczoraj."

Pola Pane to polska pisarka (zapamiętajcie to sobie), której debiutem pisarskim jest właśnie pierwszy tom Arisjańskiego fioletu "Cisza". Jak sama autorka mówi: "Jestem matematykiem, który postanowił napisać powieść pod matematyczny wzór". Czy jednak ten wzór obie swe strony ma perfekcyjnie dopasowane i uda się z niego obliczyć sukces?

W Ziemię nieoczekiwanie uderza kometa, która stała się upadkiem i zagładą planety. Zawartość tlenu w atmosferze spada do 3%, co spowodowało zniknięcie roślin, zwierząt a także ludzi. Głównej bohaterce Emily Walker wraz z matką udaje się jednak uratować życie, dzięki schronowi a raczej bunkrowi, który zbudował jej dziadek przygotowując się na koniec świata. Cudem docierają na miejsce przed katastrofą. 
Akcja książki dzieje się 10 lat, po katastrofie oraz po zatrzaśnięciu włazu schronu. Osiemnastoletnia już Emily postanawia opuścić bezpieczne lokum i udać się na powierzchnię. Matka nie pozwala jej jednak puścić samej i wyrusza z nią. Po wyjściu ze schronu okazuje się, że w atmosferze jest tlen. Dziewczyna postanawia wyruszyć do miasta, by zbadać sytuację. Po drodze ku jej zaskoczeniu spotyka człowieka, a co najdziwniejsze ma on pomarańczową skórę i intensywnie fioletowe oczy... A potem strzał. 
Po kilku dniach budzi się w Szpitalu. To właśnie tu dowiaduje się, że naukowcy przed katastrofą wysłali sygnał SOS w kosmos. Odebrany został przez mieszkańców planety Aris, którzy przybyli na Ziemię z pomocą. Okazuję się również, że chłopak- Korin, który uratował Emily jest jednym z nich- Arisjaninem, co w przyszłości wywołuję hm... problem. Ale jakie jeszcze tajemnice skrywają fioletowoocy przybysze z innej planety?

"-No cóż... może, że pijecie olej silnikowy, żeby tryby w mózgu wam lepiej funkcjonowały albo elektrolit z baterii. No wiesz, różnie to bywa z kosmitami."

Książka długo stała na półeczce i czekała na swoją kolej. Kusiło mnie cały czas, żeby po nią sięgnąć, ale były inne priorytety. Teraz trochę się dziwię, jak mogłam tak długo wytrzymać ? POLSKA autorka, co znów podkreślam stworzyła smutny, ale i piękny świat. Co trzeba zauważyć książka całkowicie odbiega od jakiegokolwiek szablonu, czy pomysłu. Przez co od początku zachwyca nas swą świeżością i oryginalnością. 

Akcja, już od pierwszych stron wciąga czytelnika do tego odległego świata, trzymając w napięciu i ciekawości aż do ostatniej strony, a nawet i dłużej, bo ja (jak to ja) już myślę o następnym tomie :) Narracja książki jest pierwszoosobowa, co sprawia, że możemy bardzo dokładnie wcielić się w główną bohaterkę, jej rozterki i zmartwienia. Ale wracając do książki, jest w niej zawarte wszystko, poprzez obfite i pobudzające wyobraźnie opisy, wiele humoru, dużo napięcia i jak to w romansach bywa odrobina miłości też tu kiełkuję. Ale od razu mówię, że hm... po tej książce i pewnie kolejnych można spodziewać się wielu niespodzianek.

"-Na litość boską, Emily! Co ci się stało?! 
-Wpadłam do fontanny. 
-Miałaś się uczyć jeździć, a nie pływać- powiedziała rozbawiona. 
-Wiem- jęknęłam- Tak jakoś wyszło."

Wykreowane przez pisarkę postacie, mają bardzo sprzeczne cechy charakteru, ale co ciekawe- nawzajem dopełniają się idealnie. Bardzo podobała mi się postać Korina, który swą niewiedzą w sprawach damsko-męskich potrafi niejednokrotnie rozbawić, ale jak się później okazuje i zaskoczyć w pewnych momentach. 
Pierwsze skrzypce, lub raczej gitarę odgrywa jednak Emily, której do końca książki dopingowałam i mocno w nią wierzyłam. Jest to osoba o wielu talentach, choć na pewno nie związanych z kuchnią :) Jej wielkim atutem jest odwaga, sprawiająca podziw na naszych twarzach.

Po przeczytaniu 100 stron powieści pomyślałam sobie, że pewnie będzie tak jak to zawsze bywa. Ale nie! Co okazało się niespodzianką jest zupełnie inaczej, gdyż ten paranormalny romans jest zupełnie inny. Wydaje mi się, że przez to książka zyskała dodatkowo wysoki poziom.

"-[...] A tylko pomyśl sobie, gdyby tak mówić wszystko wprost, czy nie byłoby łatwiej się porozumieć, dogadać? A wy szukacie tylko dziury w całym, wszędzie dopatrujecie się podstępu, uważacie, że każda sprawa ma drugie dno."

Interesującym dodatkiem do książki jest płyta z utworami Zespołu Rayne, które w książce zostały użyte jako piosenki Emily. Płytka jak i słowa piosenek idealnie pasują do książki, dodatkowo dodając jej większego uroku. Mogę tu dodać, że moje CD działa 24h/dobę, gdyż spodobały mi się bardzo te "kawałki", a że nie mogę ich sobie ściągnąć na telefon... ;/ 

A więc, debiut Poli Pane jest nieprzewidywalny jak burza, wybuchowy jak bomba i trzymający w napięciu jak linie wysokiego napięcia. Ujmując to w trzech słowach- genialna mieszanka wybuchowa! 

Co więcej, dzięki tej powieści polubiłam matematykę, wywołując u mojego nauczyciela mały szok :P 
By było więcej takich autorów jak Pola, bo dzięki nim mamy się czym chwalić w dziedzinie fantastyki! To jest moja pierwsza książka polskiego autora od... lepiej nie mówić, a dzięki takim perełką aż serducho rośnie z uwielbienia i dumy. 

Książkę polecam wszystkim czytelnikom, bo nie ma tu jakiegoś przedziału wiekowego. No i nie radzę wierzyć w te opinie, w których mowa, że książka jest okropna i denna. Najlepiej samemu się przekonać :)


Za możliwość przeczytania tej książki,
dziękuję autorce Poli Pane


Cisza | Chłód

4 komentarze:

  1. Świetnie to ujęłaś. Ta książka jest po prostu wybuchowa! Czytałam ją z zapartym tchem i aż żałuje, że tak szybko się skończyła, ale, ale... w końcu ma się pojawić drugi tom, nie? No to czekamy! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielkie dzięki za recenzję.
    Cieszę się, że powieść przypadła Ci do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po Twojej recenzji mam na nią wielką ochotę, rozbudziłaś moją babską ciekawość

    OdpowiedzUsuń